Większym dziewczynom, prezent główny już upolowaliśmy. Idą Swięta. Więc byliśmy dziś na zakupach w mojej ulubionej garbarni. I mam nowe skarby. Mogłabym tam siedzieć godzinami, szczególnie, że moja garbarnia to cudownie rodzinna firma z 3 pokoleniami. A dziewczyny – z chwilowo najmłodszego pokolenia – pracujące w dziale sprzedaży, są świetne :)
I siedzę tam, oglądam, przewracam, dotykam, międlę, i nie wiem co wybrać. I zawsze i tak biorę za mało i chaciałabym więcej. I tam tak fajnie pachnie… nowiutką skórą. Jutro szyjemy nowości.
A po wyciecze do garbarni wpadliśmy na zupę z homara , jak to ładnie brzmi:) Oczywiście do Ewy, a dzieci piekły pierniki na swięta, ale pewnie nic nie dotrwa do weekendu nawet.